• Wpisów: 63
  • Średnio co: 40 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 23:12
  • Licznik odwiedzin: 9 212 / 2584 dni
 
nikki234
 
Słuchajcie tak się stresowałam, a już po zawodach.. :)

Pogoda trafiła nam się cudna! Dosłownie w sam raz.
Dzień rozpoczęłam już od 6 rano, bo ze stresu nie mogłam już dłużej spać..
O 7 poszłam dać śniadanie mojemu psu, którego czekało 15 km chodzenia po górach..
Koło godz 8.30 trochę rozgrzaliśmy łapy i nogi po czym wpakowaliśmy się do auta i razem z J. pojechaliśmy na zawody:)

Po przybyciu przeszliśmy odprawę przez biuro zawodów, otrzymaliśmy mapę i pakiet startowy.

Godz. 10.00  - - - START!!!!
Do zaliczenia były 4 ukryte punkty, które trzeba było odnaleźć w kolejności zaznaczonej na mapie.
No i ruszyliśmy z gromadą innych ludzi i psów, biegnąc przez pola,łąki prosto do lasu po to by się.... zgubić.
Tak dokładnie. Pobiegliśmy za większością i tak jak większość się zgubiliśmy..
Każdy błądził w tym lesie, jedni mniej drudzy więcej. Nas ta zguba kosztowała ok 40 min..!
Dodam że jeszcze nie zdążyliśmy dojść do 1 pkt, a ja już brodziłam w błocie, aż po same kostki..
W niektórych partiach lasu błoto było tak gęste że zasysało mi buty..

W środku tego lasu natrafiliśmy z J. na inną parę, która również zabłądziła w tej części. Połączyliśmy siły i jakimś CUDEM udało nam się dojść do głównej drogi i asfaltem mogliśmy zmierzać dalej do 1 pkt..

Po zaliczeniu 1 pkt moja radość nie miała końca! :D
Pełni optymizmu ruszyliśmy więc w poszukiwaniu punktu nr 2.
Dogoniliśmy część pozostałych uczestników i tym sposobem zyskaliśmy nowego towarzysza biegu - P., który również błądząc w lesie zgubił...mapę.
P. był w innej kategorii biegu ale trasę miał tą samą więc nie widzieliśmy żadnych przeszkód żeby iść razem, zwłaszcza że nasze psy również się polubiły. P. miał labradora, a my z J. mojego owczarka niem.
P. dosyć dobrze orientował się w tych terenach, co dawało mi jeszcze większe poczucie bezpieczeństwa, że mając przy sobie dwóch mężczyzn,już więcej się nie zgubimy.

Biegnąc tam gdzie się dało, doganialiśmy kolejnych uczestników co dawało nam większą pewność,że na pewno idziemy zgodnie z mapą i punkt 2 jest coraz bliżej nas. Przeszliśmy dosyć spooooro drogi, gdy minęło nas z przeciwnej strony dwóch zbiegających panów, z trudniejszej kategorii, którzy uświadomili nas, że to był kolejny 'podstęp' i że droga którą idziemy wcale nie prowadzi do 2 pkt..
Jakże zgubna była ta nasza radość..nic bardziej mylnego..
Ehh.. szybka narada co robimy, przegląd mapy i w tył zwrot. Panowie mieli rację.. My zawróciliśmy z połowy drogi, ale ci co szybciej wyszli z lasu szukając 1 pkt musieli zawracać z całej trasy.
Z dwojga złego jakby nie patrzeć mieliśmy teraz lekką przewagę nad tymi, których jeszcze przed chwilą sami goniliśmy.
Trasa poprawiona, punkt 2 znaleziony. Najgorsze jest to, że idąc tamtędy za pierwszym razem, po prostu go minęliśmy a był praktycznie pod nosem..

Na punkcie 2, dostaliśmy pyszną lemoniadę, psy miały chwilę by odsapnąć i nabrać sił do dalszej drogi.
Mając w drużynie 2 mężczyzn i 2 psy (obydwa samce) ja jako jedyna kobieta w tej naszej drużynie, nie miałam innego wyjścia jak dalej ruszyć.
Duża część uczestników odpoczywała na 2 pkt, pijąc i jedząc, toteż panowie pozwolili mi się napić i w drogę!

Droga do punktu 3, nie była bardzo długa ( w porównaniu z poprzednimi), ale niestety była to istna Golgota.. stromy pion,wyłożony nierównymi kamieniami, MEGA wąska ścieżka w polu borówek, i znowu góra..
Na szczęście szło się tylko w jednym kierunku, więc tym razem nie mogliśmy się zgubić.
Docierając na punkt 3 zrozumiałam cenę tej trasy.., widok który otrzymaliśmy w zamian za te wszystkie trudy był bezcenny!!!
Mało tego ustaliliśmy krótką przerwę. Nie marnując czasu położyłam się na trawo-kamieniu,a zaraz za mną mój dzielny ale również padnięty pies.
Uzupełniliśmy płyny i szybko ruszyliśmy dalej, zostawiając sporą część uczestników.

Pocieszające w odnajdywaniu pkt 4 było to, że ciągle schodziliśmy/zbiegaliśmy na dół przez chłodny zacieniony las.
I tak szliśmy i biegliśmy i znowu szliśmy, a potem odzyskując biegliśmy po to by znowu iść i resztkami sił wyprzedzać dogonionych, tak samo padniętych konkurentów na potykanych na trasie.
Przy ostatnim punkcie, pomocy z dołu udzielił nam inny uczestnik, który ukończył już bieg, pokazując nam że 4 pkt jest ukryty, całkiem po prawej stronie polany, przez którą przebiegaliśmy ruszając zaraz po starcie. Ostatkiem sił,odbiliśmy chip na 4 punkcie i podreptaliśmy do mety.
Przez metę przebiegliśmy, a ja przekraczając ją pierwsze co zrobiłam to położyłam się na ziemi.
Na tych kamieniach. Pies do wody, wszyscy szczęśliwi. Satysfakcja z ukończonego biegu niedoopisania!!!!

Bieg ukończyliśmy w czasie : 3h:25min:53s
Trasa miała :10-15 km, a nam Endomondo pokazało,że w sumie z tym naszym błądzeniem zrobiliśmy ....20.30km! :)
Ja rozwaliłam obydwa buty:P ale cali i zdrowi ( z odciskami na nogach) dotarliśmy do mety, zajmując 8 miejsce,na 38 możliwych w naszej kategorii.


Z J. jestem tak samo dumna jak z mojego ukochanego psa, był to ich pierwszy dogtrekking i spisali się na medal!
Na trasie, ku mojemu zaskoczeniu dogadywaliśmy się na prawdę dobrze, było kilka lekkich maleńkim spięć, ale były one głównie spowodowane zmęczeniem i wyczerpaniem.

Po biegu zjedliśmy posiłek, odebraliśmy dyplomy, psy odpoczęły, my też się zregenerowaliśmy.Koło 17.00 pożegnaliśmy się z nowymi znajomymi i każdy rozjechał się w swoją stronę. :)

Dziś mam lekkie zakwasy, ale uczucie dumy i satysfakcji nadal pozostało. Po takim ogromnym wyczynie czuje się teraz dużo silniejsza psychicznie, bo taki bieg w bardzo dużym stopniu działa na psychikę i albo się poddasz, albo pójdziesz dalej.

Ja poszłam.   :)
Dobranoc.


tak to mniej więcej wygląda:

p138_1_1.jpg


dogtrekking150.JPG

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego