• Wpisów: 63
  • Średnio co: 41 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 23:12
  • Licznik odwiedzin: 9 282 / 2632 dni
 
nikki234
 
Wczoraj nie pojawiła się notka i czuje się winna wyjaśnienie, bo każdego dnia konsekwentnie miałam pisać co się dzieje w moim życiu i wnętrzu..przechodząc przez okrez : Bez niego : Dzień ..

Niedziela.

Rano poszłam do Kościoła, później do pracy, następnie na wybory i do domu.
W domu zjadłam obiad, pograłam z bratem w jakieś gry i tak jakoś zeszło.. wtedy napisał na fb. jak zawsze niby o niczym, tak sobie neutralnie.. od słowa do słowa w końcu spytał czy możemy się wieczorem zobaczyć, pojechać gdzieś,by w spokoju móc porozmawiać.

Z początku nie bardzo podobał mi się ten pomysł, i próbowałam przekierować to spotkanie na rozmowę ale telefoniczną... itp
Koniec końców zgodziłam się z nim porozmawiać na osobności twarzą w twarz..

Od razu przystąpiłam do : Nie mam się w co ubrać..,poprawiłam makijaż, wyczesałam włosy w ostrego kucyka,jakie buty?!, nadal nie mam się w co ubrać.. eh.
Po doprowadzeniu się do stanu takiego na jakim mi zależało, czyli : Teraz patrz, co straciłeś.  Pojechaliśmy coś zjeść.

Po drodze usłyszałam wiele komplementów, ale to nic w porównaniu z wyrazem jego twarzy gdy mnie zobaczył, sposobem w jaki na mnie zerkał podczas jazdy i dumy gdy wchodziliśmy do restauracji.

Tym razem nie chciałam udawać i postawiłam na szczerość, jednak nie wysuwałam się od razu ze wszystkim co mam do powiedzenia. Pozwoliłam mu się wygadać, bo teoretycznie to on był na straconej pozycji i delikatnie palił mu się grunt pod nogami.

Nie dało się ukryć,że byłam trochę zestresowana, on też. Mieliśmy uczucie jakbyśmy byli na 1 randce.. ale szczerze sobie porozmawialiśmy na tyle na ile było to możliwe w tejże restauracji.

O wrażenia nie musicie pytać, bo słyszałam dokładnie to co chciałam ( bez wymuszenia). Skorupka pękła. Dało się.

Słowa słowami, ale to i tak deklaracje bez pokrycia, o czym nie omieszkałam mu powiedzieć.

Później pojechaliśmy na małą wycieczkę w urocze miejsce, gdzie można było swobodnie porozmawiać i tu właśnie ta jego skorupka posypała się w drobny mak.

Nie wiem jak to się stało, ale osiągnęłam dokładnie to na czym mi zależało, uświadomił sobie wiele rzeczy i tak - cierpiał strasznie.
Powiedział mi że dobrze wie, że drugiej takiej jak ja nie znajdzie, że trafił mu się taki skarb, a on to stracił.
Twierdził że zabiła go rutyna..ta jego praca, ciągle jest za granicą, ciągle w biegu , nie przespane noce, w dzień zbyt mało czasu, sto telefonów.. Myślę że ma rację bo faktycznie było to dobijające również dla mnie.. na szczęście to ost mies. w tej pracy i oby zmierzało ku lepszemu..

Wstępnie chce biec ze mną w sobotę na zawodach..to dopiero gest z jego strony..wie ile to dla mnie znaczy i że niezbyt za tym przepada, ale już tyle razy o tym mówił.. do środy ma dać znać czy dostanie wolne.

Chce żebym wróciła, żebyśmy spróbowali ale już tak na zawsze, a ja ..?  A ja ..

Przecież tego chciałam, właśnie tego.. a ja odżyłam, i stanęłam na nogi, dostałam satysfakcje że cierpi tak jak i ja cierpiałam i teraz nie wiem czego chce..
Mam go na wyciągnięcie ręki, na jedno moje słowo, a jednak nie wypowiedziałam tego słowa.
Chciałam do końca być szczera więc nie zdeklarowałam się jeszcze odnośnie decyzji.. poprosiłam o jeszcze trochę czasu,żeby to szło swoim rytmem i że coś się ułoży jakkolwiek by było..


Nie chce mu robić złudnej nadziei, ale nie poznaje siebie.. Teraz nagle widzę to czego nie widziałam bo miałam oczy łzami zalane, teraz słyszę to czego nie słyszałam bo miałam słuchawki na uszach..i niby chce ale tak do końca nie jestem jakoś o tym przekonana..
Oczywiście nadal go kocham, tylko coś we mnie albo pękło, albo to może chwilowe złudzenie.. za dużo wolności?..


plaza1.jpeg

Nie możesz dodać komentarza.